Puchar Ameryki wielki powrót jednego kadłuba

Autor:
Maciej Cylupa

Wszystko wskazuje na to, że w 2021 najbardziej prestiżowe regaty żeglarskie o Srebrny Dzbanek odbędą się ponownie na jachtach jednokadłubowych. A to oznacza powrót do tradycji tych regat. To krok wstecz, czy też w przód – zastanawia się Maciej Cylupa.

Puchar Ameryki to najstarsze, najważniejsze i najbardziej prestiżowe regaty żeglarskie na świecie, rozgrywane od 1851 kiedy to amerykańska fregata America pokonała flotę jachtów brytyjskich podczas regat wokół wyspy Wight. Puchar zgodnie z wolą zwycięzców został przekazany do New York Yacht Club i stał się przechodnim nazywanym „Pucharem Ameryki”. Od tego momentu każdy klub mógł rzucić wyzwanie poprzedniemu zwycięzcy, stać się tzw. „Challengerem” i spróbować go zdobyć. Ostatni raz wyścig na jednokadłubowcach rozegrano w 2007 roku w Walencji podczas 32 edycji regat, kiedy to obrońca pucharu, szwajcarski team Alinghi obronił go w finale przeciw załodze Nowozelandczyków. 

Era katamaranów

Wielokadłubowce pojawiły się w roku 2010, gdy po długich sporach i bataliach sądowych prawo do bycia „challengerem” wywalczył zespół amerykański z klubu Golden Gate z San Francisco z milionerem Larry Ellisonem na czele. Klub w atmosferze skandalu i kłótni, wykorzystując nieprecyzyjne przepisy wystawił do walki wielki trimaran (jacht trzykadłubowy) ze sztywnym żaglo-płatem… Szwajcarzy, starając się odpowiedzieć na wyzwanie Amerykanów, wystartowali na wielkim katamaranie, ale mimo tego wyraźnie przegrali 2-0. Była to parodia regat, ale nie pierwsza i chyba nie ostatnia w Pucharze Ameryki. 

Potem na szczęście uczestnicy regat doszli do porozumienia, przepisy bardziej uszczegółowiono i kolejna edycja w 2013 roku odbyła się na katamaranach AC72, ale w gronie pretendentów zobaczyliśmy tylko … 3 syndykaty. Tak niska frekwencja spowodowana była ogromnymi kosztami budowy i utrzymania zaawansowanych technologicznie wielkich latających katamaranów, na które pozwolić mogły sobie tylko nieliczne zespoły. Budżety szacowano w setkach milionów dolarów, a co gorsza różnice sprzętowe były tak ogromne, że emocje ograniczały się do startu i to nie zawsze… Bo, start już nie był ustawiony klasycznie pod wiatr, a był sprintem na półwietrze do pierwszej boi zwrotnej. Wygrali Amerykanie 9-8 z Nowozelandczykami, po wygraniu 8 wyścigów z rzędu gdy przegrywali już 1-8. W ostatniej fazie regat trwających prawie 2 miesiące Amerykanie zmienili taktyka oraz wprowadzili usprawnienia konstrukcyjne i w ten sposób zyskali przewagę nad przeciwnikiem.

To czym wyróżniła się ta edycja pucharu, to nowoczesne relacje w mediach, które spowodowały że oglądało się te wyścigi z dużym zainteresowaniem. Ostatnia, tegoroczna edycja to już 5 pretendentów (dwóch wycofało się przed startem eliminacji), dużo ciekawsze wyścigi w eliminacjach, super szybkie katamarany (mniejsze, bo już długości 50 stóp), fantastyczna realizacja telewizyjna z wykorzystaniem najnowszych technologii i doskonałych grafik ilustrujących rywalizację. No i w końcu wygrany finał przez Nową Zelandię z kolarzami na pokładzie. 

Świat odetchnął z ulgą, wreszcie wyrwano Puchar z rąk Larrego Ellisona i zaczęły się spekulacje co zrobią Nowozelandczycy i nowy „challenger” czyli włoski zespół Luna Rosa. 

Powrót finezji

Po wypowiedzi szefa włoskiego zespołu Patrizio Bertelliego  już chyba wiemy co zrobią, choć musimy poczekać do oficjalnej publikacji tzw. protokołu do listopada. Ale załóżmy, że będą to jachty jednokadłubowe. Dziwne? W chwile po zakończonych sukcesem tegorocznych regatach na Bermudach mamy kolosalną zmianę. Po regatach, które nawet najwięksi sceptycy musieli ocenić za super widowisko, które ustawiło poprzeczkę dla innych wydarzeń żeglarskich bardzo wysoko. I od razu świat podzielił się na 2 obozy za i przeciw. Czy to dobra decyzja, czy zła, czy to rozwój czy powrót do klasyki, czy puchar zyska czy straci? Jeden z poczytniejszych portali zrobił sondę i wynik był ciekawy: 80% za jednym kadłubem, a tylko 20% za dwoma! A więc jednak wygrywa tradycja, a może nostalgia…? 

Czy będą to klasyczne jednostki czy wyposażone w skrzydła - foile latające maszyny tego nie wiemy, ale raczej będą skrzydła. Czemu? Wróćmy do tego na koniec. Na dzisiaj na pewno już możemy powiedzieć że:

- będzie bardziej klasycznie, match racingowo niż dotychczas

- do łaski wróci bardziej zaawansowana taktyka na wodzie

- będzie więcej walki jachtów blisko siebie, a to może być widowiskowe bo...

- ... inaczej ciężko będzie przebić widowiskowość tegorocznej edycji, choćby z uwagi na prędkości i dynamikę katamaranów. 

Czy to jest krok w przód czy w tył? nie wiem, ale ja się cieszę i wierzę, że klasyczne, wymagające więcej taktyki i finezji łódki wrócą do łask. Może spowoduje to, że w polskich regatach match racingowych Polish Match Tour czy Sopot Match Race i nie tylko, znów zobaczymy wielkie gwiazdy światowego match racingu, które od czasu wprowadzenia katamaranów do Pucharu Ameryki, a potem do World Match Racing Tour (czyli meczowych Mistrzostw Świata) praktycznie przestały pływać w klasycznym match racingu. Skoncentrowały się na katamaranach, a klasyczne mecze przeżywały i wciąż przeżywają kryzys frekwencji i brak gwiazd….

Dobry sygnał dla match racingu

Czy będzie taniej? Start jednego zespołu w tegorocznej edycji kosztował łącznie minimum kilkadziesiąt milionów dolarów (np. Brytyjczycy wydali ok. 100 mln USD), a Amerykanie mając największy budżet wydali pewnie kilkaset… Przewiduje się, że następna edycja ma być 2 – 3 krotnie tańsza. Koszty, a zatem bariera startu powinna być niższa, a to powinno spowodować udział większej liczby zespołów. A o to przecież chodzi, gdzie czasy gdy na starcie eliminacji pretendentów (Louis Vuitton Cup) do stania się „challengerem” i  walki o Puchar stawało 11 zespołów?

Czy będzie nam brakować pedałujących z zamkniętymi oczami kolarzy lub kręcących non stop młynkowych? Może trochę, ... ale i tak ktoś tą hydraulikę sterującą płetwami, skrzydłami i żaglami musi napędzać więc może pojawią się znowu. 

Mówi się, że postępu się nie zatrzyma, ale może właśnie powrót na jeden kadłub będzie impulsem do rozwoju żeglugi na takich jachtach, tak jak był impulsem i doskonale rozwinął technologie skrzydeł i technikę żeglugi na katamaranach? Na pewno kolejne regaty nie mogą odbyć się na jachtach dużo wolniejszych niż tegoroczne, bo po prostu będzie nudno, więc jesteśmy chyba skazani na skrzydła. Zresztą takie konstrukcje już są znane, choćby z ostatnich regat dookoła świata Vendee Globe.

 

Tak więc wybór jednokadłubowców to chyba jednak taki mały kroczek w tył, aby za chwilę zrobić wielki krok albo wiele kroków na przód. I tego wszystkim i sobie życzę, bo tęsknie za klasycznym startem, dial-upem i walką na zwroty na trasie, choć może w trochę większym tempie niż w klasycznym match racingu.

galeria