Mistrzowie z Navigo

Tymoteusz Bendyk i Jakub Surowiec zdobyli srebro i brąz na mistrzostwach świata katamaranów A Class 2017. To największy sukces tej klasy w historii polskiego żeglarstwa. – Jesteśmy niezwykle szczęśliwi, wygrać ze swoimi idolami, ikonami światowego katamaraningu, bezcenne – mówią zgodnie świeżo upieczeni mistrzowie. Na łamach W Ślizgu! przeczytacie jak kraj z północnej Europy z zimnym Bałtykiem wdarł się przebojem do egzotycznego, kojarzonego z Antypodami katamaraningu. A zrobił to koncertowo! 

Kolorowy żagiel powiewa na wietrze. Mały katamaran na wózku wjeżdża do wody, by po kilku sekundach już unosić się na powierzchni, a kilku kolejnych błyskawicznie nabrać prędkości. Tuż za nim w wodzie pojawiają się kolejne. Kolorowe żagle na równie barwnych pływakach stopniowo zalewają plażę, a następnie morze. Liczni spacerowicze zatrzymują się, by robić sobie zdjęcia. Trudno się im dziwić. Widok kojarzony bardziej z Australią, Nową Zelandią, Karaibami, czy wybrzeżem USA. Tam, pod palmami, nad wodą sięgającą blisko 30 stopni katamarany to widok codzienny. A jednak to właśnie nad Bałtykiem, którego temperatura wynosi średnio 17 stopni, czasem łaskawie przekraczając granicę 20 i z tej okazji fundując nam sinice, gdzie wreszcie najbliższa palma stoi na Rondzie de Gaulla w Warszawie, to właśnie tutaj wykształciły się silne, zawodnicze sylwetki obecnych mistrzów katamaraniningu.

MistrzostWa W Sopocie

W tym roku, po raz pierwszy w Polsce, w Sopocie odbyły się zawody rangi mistrzostw świata katamaranów klasy A. W zawodach uczestniczyło 125 żeglarzy z 18 krajów, wśród nich wielu utytułowanych zawodników. Podczas pięciu dni zawodów odbyło się osiem wyścigów, w bardzo zmiennych warunkach pogodowych, co stworzyło wyrównane szanse dla wszystkich zawodników. Tytuł mistrza świata zdobył Australijczyk, Steven Brewin. Znakomicie wypadli Polacy. Po cichu liczono na jakąś pozycję medalową, bo perspektywa była, ale dwa krążki wychodziły poza wszelkie oczekiwania. 

- Spodziewałem się jednego medalu. Stawiałem na Kubę, bo lepiej prezentował się na początku sezonu, natomiast Tymek się rozkręcał i na szczęście szczyt formy osiągnął w najbardziej odpowiednim momencie. Akwen nam sprzyjał, w przeciwieństwie do innych zawodników, dla nas warunki silnowiatrowe nie były jakoś szczególnie trudne – podkreśla Jacek Noetzel, założyciel i szef UKS Navigo, organizator regat.

A jednak rzeczywistość okazała się lepsza. Tymoteusz Bendyk wywalczył srebrny, a Jakub Surowiec brązowy medal oraz tytuł Mistrza Świata juniorów A Class.

- Do tych regat podchodziłem z dużym dystansem, ponieważ na początku sezonu pauzowałem z powodów zdrowotnych, a tuż przed mistrzostwami świata miałem kontuzję kostki, nie czułem się jakoś wybitnie przygotowany. Jednak znałem akwen to był bardzo duży plus.  Po cichu liczyłem na top 5, a z tego wyniku jestem naprawdę bardzo zadowolony – komentuje Tymek Bendyk.

- Na tych regatach zmierzyliśmy się ze swoimi idolami, co więcej, byliśmy w stanie ich wyprzedzić, a dzięki takim osiągnięciom można uwierzyć w siebie i ruszyć dalej – mówi Kuba Surowiec.

Czwarte miejsce zajął Dave Shaw z Nowej Zelandii, piąte z kolei przypadło katamaranowej legendzie, dwukrotnemu medaliście olimpijskiemu Darrenowi Bundockowi (AUS). Szóste miejsce zajął Jacek Noetzel, zaś na 7 zawody ukończył Maciej Żarnowski. To zdecydowanie najlepszy wynik polskich żeglarzy na mistrzostwach świata katamaranów klasy A.

MistrzoWie znad
zimnych Wód

Na świecie w klasie A ściga się około 500 zawodników. Jednak na tegorocznych mistrzostwach świata prawie całe podium zajęli żeglarze z żeglarskiego klubu Navigo, który w swojej stosunkowo krótkiej karierze, stał się jednym z najlepszych katamaranowych klubów na świecie. Nie chodzi tylko o talenty, ale również o strukturę, akwen czy samo miasto Sopot. Dlaczego? Powodem zdaje się być fakt, że jest to jedyny klub zrzeszający zawodników klasy A w Polsce. Klubów w Europie jest sporo, szczególnie w Niemczech i choć samych zawodników jest tam więcej, to są mocno rozproszeni. Navigo ma tą przewagę, że grupuje całą A klasę w Polsce w jednym miejscu. 

Mimo, że katamarany to jednostki nieco egzotyczne, niekoniecznie kojarzone z zimną Europą, to rozwój w przeciągu kilku ostatnich lat spowodował nie tylko podziw u katamaranowych potęg takich krajach jak USA czy Australia, ale też regularne wizyty treningowe, np. Dave’a Shawa czy Darrena Bundocka. Kraj z północnej Europy z zimnym Bałtykiem wdarł się przebojem do kojarzonego z Antypodami katamaraningu, to pewne. 

Klub Navigo

Uczniowski Klub Sportowy Navigo powstał w 2004 roku, stworzył go Jacek Noetzel, który sam jest aktywnym zawodnikiem, ale przede wszystkim szefem, twórcą i organizatorem polskiej społeczności katamaranów. Na początku klub działał w różnym miejscach Sopotu wynajmując teren dla katamaranów i łódek jednokadłubowych oraz kontener dla małego biura. W tych trudnych warunkach zorganizował całoroczne szkolenia żeglarskie dla młodzieży na katamaranach Open. Następnie, pod patronatem Miasta Sopotu, nawiązał współpracę z Gimnazjum Sportowym nr 3 w Sopocie, współorganizując klasy żeglarskie. 

Projekt ten jest cały czas rozwijany. W kolejnych latach działalności powstała sekcja katamaran A class (jednoosobowa klasa regatowa), a w roku 2012 sekcja Optimist, która ma bazę w Sopockiej Marinie. Od początku działania, klub organizuje regaty Pucharu Polski Katamaranów, takie jak Sopot Catamaran Cup, Trzy Mola, czy Mistrzostwa Polski Katamaranów, na które przyjeżdżają żeglarze z całej Polski i z zagranicy. W 2013 roku klub został zmodernizowany. UKS Navigo zyskał nowoczesną bazę żeglarską, dzięki czemu dalej prężnie się rozwija, co przekłada się już na konkretne wyniki.

Dzieło Noetzla

To Jackowi Noetzlowi w dużej mierze zawdzięczamy sukces kadry katamaranów A Class, czego konsekwencją są medale jego podopiecznych. 

- Dzięki niemu katamarany w Polsce zyskały nową twarz. Jacek już od kilkunastu lat prężnie działa i pcha ten katamaranowy świat do przodu, mimo, że w przeszłości klasa ta nie była jakoś szczególnie brana pod uwagę przez PZŻ. Teraz dzięki niemu wszystko nabiera jeszcze lepszych kształtów, jest już program przygotowawczy na Hobie Cat 16, żeby zawodnicy mogli pływać później na łódce przedolimpijskiej Nacrze 15, później Nacrze 17. Kilkanaście lat temu nie było takich perspektyw, teraz są ogromne możliwości – mówi Tymek Bendyk. 

Postać Jacka to jedna strona medalu. Druga natomiast to ciężka praca, determinacja i talent, który posiada zarówno Tymek, jak i Kuba.

Tymek Bendyk swoją przygodę z żeglarstwem rozpoczął 16 lat temu, właśnie w UKS Navigo. Pierwsze regaty zaliczył na łódkach szkółkowych, a na pierwsze mistrzostwa świata pojechał z Wojtkiem Kaliskim w 2009 roku. - Tata kupił katamaran – mały, plażowy, zaczął na nim pływać i raz wziął mnie na wodę ze sobą. Okazało się, że Jacek Noetzel prowadzi klub katamaranowy, zapisałem się i od tamtego czasu tak naprawdę tutaj pływam. Najpierw była Nacra 57, później klasy się zmieniały i po paru latach zostałem przyjęty do załogi Wojtka Kaliskiego. Pływaliśmy na dwuosobowym Exploderze 20, po dwóch sezonach zdecydowałem, że wolę rozwijać się bardziej niezależnie. Dlatego w 2011 wsiadłem na A Cata. Klasa wówczas bardzo się rozwijała, my również, aż w końcu udało się nawiązać pracę z wspomnianym Exploderem – dostaliśmy sprzęt do testów, co dało nam dostęp do najnowszych i najlepszych łódek na świecie. W między czasie miałem też epizod na 49-erze, przez jakiś czas pływałem z Jackiem Nowakiem, który szukał akurat nowego sternika. Bardzo dobrze wspominam ten sezon, ale zrezygnowałem. Katamarany to jest to, w czym najbardziej chcę się rozwijać – opowiada Tymek.

Z kolei Kuba Surowiec z żeglarstwem po raz pierwszy zetknął się w wieku 4 lat, kiedy dziadkowie zabrali go na rejs po mazurskich jeziorach. Swoją bogatą karierę zawodniczą zaczął w 2005 roku. 

- Moja przygoda rozpoczęła się w Sopocie, w sąsiednim Sopockim Klubie Żeglarskim. Zaczęło się standardowo, od Optymistów. Przebyłem długą drogę, było wiele klas przygotowawczych, później olimpijskich, pływałem na L'Equipe, potem była 420, 470, 29er, 49er. Wyłącznie klasy dwuosobowe, ale zawsze miałem kłopot z dobraniem odpowiedniej załogi. Czułem, że w pojedynkę potrafiłbym przeskoczyć pewne granice szybciej i to mnie zmotywowało do podjęcia konkretnych zmian. Znałem Navigo, wiedziałem, że są tutaj fajni ludzie, znakomite warunki i 4 lata temu przeniosłem się do klubu. Od razu zacząłem pływać na A klasie, pierwszy rok zajęło mi zaadaptowanie się do nowej jednostki, drugi sezon to już pływanie na latającej łódce. W między czasie zaczęła rozwijać się Nacra 17 i tak się szczęśliwie złożyło, że A Cat zaczął być coraz bardziej podobny do Nacry, co teraz stwarza nam bardzo dobrą okazję – podkreśla Kuba.

Nacra i Tokio

Teraz przed klubem, Noetzlem i chłopakami, kolejne wielkie wyzwanie – igrzyska olimpijskie. W planach budowanie kadry olimpijskiej w klasie Nacra 17 na Tokio 2020. Ciężko zrealizować program olimpijski w pojedynkę, dlatego w Nacrze powstaną dwie załogi, które będą ze sobą współpracowały. Pierwszą załogę stworzy Tymek Bendyk i Ania Świtajska, a drugą Kuba Surowiec i Katarzyna Goralska. Młodzi żeglarze odstawiają A Caty na rzecz Nacry 17, a cel Jacka Noetzla, o który walczył przez kilka ostatnich lat, zostanie wreszcie zrealizowany. Trenerem zostanie Filip Lipski. 

- Zaczęliśmy realizować plan Nacry 17. Łódka jest już właściwie kupiona, będzie gotowa na przyszły sezon. A Cat pewnie zostanie gdzieś w tle jako łódka treningowa, bo obie są łódkami latającymi, więc mimo różnic, wiele można wnieść i zapożyczyć. Cel jest prosty - Tokio 2020. Konkurencja będzie zdecydowanie silniejsza, klasa olimpijska charakteryzuje się tym, że tam zawsze balansuje się na krawędzi wytrzymałości sprzętu, wytrzymałości fizycznej, walczy się o każdą 0,1 węzła, ale wiem na co się pisze, mamy duży know-how i myślę, że ten projekt ma dużą szansę powodzenia – komentuje Bendyk.

Nacry 17 mają pojawić się w Polsce w pierwszym kwartale przyszłego roku i finansowane są przez środki własne zawodników. Dopóki załogi nie otrzymają jednostek trenować będą na, co prawda nielatającej, dwuosobowej łódce F18. Jak mówią, najpierw chcą poznać siebie nawzajem, swoje zwyczaje, czy opanować manewry, technika nie jest w tej chwili najważniejsza. 

- Trwają rozmowy z Polskim Związkiem Żeglarskim, liczymy na pozytywne rozwiązanie i wsparcie. Najważniejsze, ze obie strony zdają sobie sprawę, że domowymi sposobami sukcesu na igrzyskach się nie osiągnie, a w najlepszym wypadku uda się zakwalifikować, chociaż i to, bez odpowiedniego wsparcia będzie bardzo trudne. Jeżeli chcemy medali, musi być profesjonalizm – mówi Jacek Noetzel.

Oczywiście A Caty nadal będą stanowiły ważny pion działalności klubu.

- A klasę trzeba traktować teraz jako klasę przygotowawczą do Nacry 17, bo jest jednak zdecydowanie bardziej wymagająca. Każdy kto osiąga na niej sukces jest znakomitym żeglarzem, nie można tego podważyć. Naszym celem jest rozwój w kierunku żeglarstwa olimpijskiego, czyli Nacry 17 i Nacry 15, a potem dalsze przygotowania juniorów do kadry olimpijskiej, a A klasa będzie istnieć jako bardzo fajna łódka do podnoszenia żeglarskich umiejętności. Jest tu jeszcze kilka osób, które może zawalczyć o medale mistrzostw świata – podsumowuje Noetzel. 

Klub szuka następców, są młodzi zawodnicy, którzy również zajęli dobre miejsca na tegorocznych mistrzostwach świata. Prawdopodobnie za kilka lat Tymek Cierzan i Oskar Niemira również będą tworzyć załogi mikst w klasie Nacra. Jacek Noetzel również deklaruje, że A Cata nie opuści i dalej będzie pływał w seniorach przez najbliższych kilkanaście lat, bo jak pokazały mistrzostwa świata, pływać można mając nawet 80. lat na karku!

 

Klub szuka następców, są młodzi zawodnicy, którzy również zajęli dobre miejsca na tegorocznych mistrzostwach świata. Prawdopodobnie za kilka lat Tymek Cierzan i Oskar Niemira również będą tworzyć załogi mikst w klasie Nacra. Jacek Noetzel również deklaruje, że A Cata nie opuści i dalej będzie pływał w seniorach przez najbliższych kilkanaście lat, bo jak pokazały mistrzostwa świata, pływać można mając nawet 80. lat na karku!