Marina do naprawy

Autor:
ANDRZEJ KRAŚNICKI JR

Trwa spór wokół East North Marina, flagowego, miejskiego portu jachtowego położonego na wyspie Grodzkiej, leżącej w samym sercu Szczecina. Niedawno wybudowany obiekt zapada się.

Port jachtowy w centrum Szczecina został otwarty w końcówce 2015 roku. Ruszył na dobre w 2016 roku. Oferuje 49 miejsc rezydenckich i 25 dla jednostek odwiedzających Szczecin. Jego położenie i krajobrazowe walory są wręcz doskonałe. Pływające pomosty rozstawione zostały na Duńczycy - kanale między Łasztownią, a wyspą Grodzką, gdzie stanęła marina. Oba te lądy łączy zwodzony most. Z zacumowanego jachtu rozciąga się najlepszy w Szczecinie widok na wizytówkę miasta: Wały Chrobrego - monumentalny kompleks budynków zbudowanych na wysokiej skarpie nad Odrą. Żeglarze mają do dyspozycji nowoczesne zaplecze: sanitariaty, miejsce zrzutu ścieków, dostęp do prądu. Jest też monitoring i ochrona. 

Problem pojawił się w połowie 2016 roku roku, gdy okazało się, że zapada się część nabrzeża. Zniszczeniu uległ chodnik wzdłuż nabrzeża, chodnik przy budynku mariny, a także najazd na most od strony wyspy. Najazd osiadł. W efekcie popękała jego nawierzchnia, a bariery przeprawy wygięły się.

Natychmiast rozpoczęto ustalanie przyczyn. Pierwotnie wyspa była dużo niższa. Powojenne zaniedbania doprowadziły do jej „rozmywania”. W efekcie porośnięta drzewami południowa część lądu była tuż nad poziomem wody. Nawet niewielkie cofki, czyli północne wiatry wpychające wody morskie w głąb lądu, powodowały jej zalewanie. Przygotowując się do budowy mariny rzucono na tą część 72 tys. metrów sześciennych kruszywa. Projektanci przyjęli zarazem, że to wystarczy, by zagospodarowanie wyspy obyło się bez palowania, a wyspa nie będzie osiadać.

Gdy na plac budowy wszedł wykonawca - Energopol Szczecin, specjalizujący się w budownictwie hydrotechnicznym szybko jednak zakwestionował realność tych planów. Ekspertyzy geotechniczne wykonane przez prof. Zygmunta Meyera z Zachodniopomorskiego Uniwersytetu Technologicznego wykazały, że wyspa będzie osiadać, stąd konieczne jest palowanie i wzmocnienie gruntu. Miasto zdecydowało jednak o przeznaczeniu dodatkowych pieniędzy tylko na palowanie działki pod budynek bosmanatu. To wydłużyło realizację inwestycji o pół roku. Szczecińscy radni, którzy zapoznali się z powstałymi później ekspertyzami (powstałymi także na zlecenie magistratu) uważają, że teraz mści się pozostawienie reszty terenu bez wzmocnienia. 

- Inwestycja skończyła się blamażem, porażką - podsumował szef klubu PO w radzie miasta, Paweł Bartnik.

Z ekspertyz zleconych tym razem przez magistrat wynika, że niekontrolowane osiadanie wyspy będzie postępować. Wyliczono też, że trwałe ustabilizowanie terenu to koszt 20 mln zł (połowę tego co wydano na budowę). Władze Szczecina zdecydowały na razie o prowizorycznym połataniu chodnika i wjazdu na most.

Magistrat przyznaje, że część elementów mariny rozsypuje się z powodu osiadania wyspy.

- Osiadanie nasypu na wyspie nie nastąpiło tak szybko jak się spodziewano, trzy lata nie były wystarczające, by się ustabilizował - przyznał na jednej z sesji rady miasta Michał Przepiera, zastępca prezydenta Szczecina - W efekcie przyczyny zniszczeń, to najogólniej mówiąc, związane są z osiadaniem i ruchem gruntu. 

Wiosną 2017 roku miasto zwróciło się z prośbą o wyjaśnienia do projektanta mariny. Na jego błędy w swojej korespondencji z magistratem wskazał zresztą także wykonawca - firma Energopol Szczecin, która przy okazji podkreśliła, że to dzięki jej interwencji wbito pale pod budynek bosmanatu, co uchroniło ten obiekt przed zniszczeniem w wyniku osiadania. Jednocześnie jednak firma podkreśla, że o swoich wątpliwościach na bieżąco informowała magistrat, przedstawiając także ekspertyzy prof. Meyera. 

Projektant wciąż nie ustosunkował się do zarzutów, nie odpowiada też na pytania dziennikarzy. Wyjaśnieniem sprawy – na wniosek radnej Małgorzaty Jacyny Witt - zajęła się też prokuratura.

 

 

galeria