Kajakiem po Szczecinie

Autor:
ANDRZEJ KRAŚNICKI JR

W niektóre zakątki dopłynie się tylko kajakiem. Najlepiej o świcie, kiedy w idealnie gładkiej tafli Odry, jak w lustrze odbijają się nadrzeczne budynki. Szczecin od strony wody pokazuje swoje najlepsze, a czasem także intrygujące oblicze.

Kajakowa wycieczka po Szczecinie to z jednej strony widoki jak z najlepszych pocztówek reklamujących miasto. Z drugiej zaś obrazki pozornie odrzucające, ale mające w sobie jakąś magię. 

Do wodowania idealnie nadaje się zakątek nad Kanałem Zielonym, który łączy Odrę i Parnicę. Na mapie oznaczony jest kotwiczką z numerem 8. Jeśli nie mamy własnego kajaka, można pojechać nieco na południe, gdzie przy kąpielisku Dziewoklicz sprzęt można pożyczyć. Do centrum miasta nie jest daleko, a nurt Odry na tym odcinku nie jest na tyle silny, by obawiać się później wiosłowania pod prąd. To kierunek wiatru najbardziej wpływa na to ile sił włożymy w „machanie” wiosłem.

Miejska wycieczka kajakowa ma dwa różne charaktery. Pierwszy odcinek od Dziewoklicza do okolic Wyspy Zielonej to rejs, w którym dominuje zieleń. Warto płynąć blisko brzegu i wypatrywać przyrodniczych ciekawostek. Co rusz napotkamy na płochliwą czaplę, perkozy, zdarza się i w tym rejonie bielik. Ale już po kwadransie zza wierzchołków drzew wyłonią się wierzchołki katedry, Pomorskiego Uniwersytetu Medycznego i biurowca Pazim. Po kolejnym kwadransie jesteśmy już w zakątku zwanym „szczecińską Wenecją”. To tu mury starych fabryk i kamienicy schodzą wprost do Odry. Warto wpłynąć w kameralny zakątek między owymi murami, a wyspą Jaskółczą, przepłynąć pod niskim, nitowanym mostem. I zaraz za nim jesteśmy przy dworcu PKP, czyli niemal w centrum miasta. Za mostem kolejowym, z prawej, wyłania się wspomniany Kanał Zielony, na którym można zacząć krótszą wersję wycieczki po mieście. Przepływamy pod Mostem Długim (warto zerknąć od spodu na skomplikowany, ale od lat zablokowany mechanizm podnoszenia niegdyś zwodzonych przęseł) i już jesteśmy na wysokości zmodernizowanych w ostatnich latach bulwarów, które dziś pełnią spacerowo-rekreacyjną funkcję. Zawsze pełno tu ludzi.

Za wysokim mostem Trasy Zamkowej skręcamy w prawo i przepływając przez marinę okrążamy wyspę Grodzką. Wciąż w większości wypełniona jest ogródkami działkowymi, a brzegi porośnięte są trzcinami. To ostatni dziki zakątek w samym sercu miasta. Przy północnej części wyspy rozciąga się widok na stocznię i potężny elewator „Ewa”. Lubię to miejsce szczególnie o świcie. Przy ładnej pogodzie nad głową mam już słońce, ale morze mgieł z pobliskiego jeziora Dąbie napływa jeszcze nad elewator i stoczniowe dźwigi. 

 

Na wysokości reprezentacyjnych Wałów Chrobrego, przy zachodnim brzegu wyspy Grodzkiej, wbijam się kajakiem na ląd. Jest tu tak płytko, że można to zrobić tylko kajakiem. Siadam na niedostępnym od strony mariny brzegu, wyciągam termos z kawą i śniadaniem i patrzę jak miasto powoli „ożywa”. Kończąc taką poranna wycieczkę na Kanale Zielonym mam jeszcze dość czasu, by odstawić kajak do domu i zdążyć do pracy. Wersja z powrotem na Dziewoklicz to w obie strony około 13 kilometrów, czyli dystans na kilka godzin rekreacyjnego pływania.